Stalowe “kucyki”

July 24th, 2002

Wiele emocji wzbudziło pojawienie się w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku policjantów na koniach. Od dziś spacerowicze mogą zacząć się przyzwyczajać do jeszcze bardziej niecodziennego widoku. Poza policją konną porządku będą pilnować policjanci na… skuterach!

- Wspieramy Komendę Miejską w Chorzowie i będziemy posyłać na patrole do parku naszą nową formację – powiedział młodszy inspektor Aleksander Agacki z katowickiej policji. – Jutro o 14. pierwsi funkcjonariusze pojawią się w parku i zmienią kolegów z policji konnej – wyjaśnia.

Patrole “na dwóch kółkach” będą zmieniać kolegów na koniach co drugi dzień, zawsze o 14.

Jak stwierdził Agacki, policjant na skuterze jest o wiele bardziej mobilny zarówno od patroli samochodowych, jak i pieszych.

- Przewagi nad patrolami pieszymi nie trzeba tłumaczyć. Z kolei skuter jest sprawniejszy od samochodu w warunkach miejskich. Mianowicie, funkcjonariusz może wjechać w miejsca niedostępne dla samochodu. Również łatwiej mu się ?przebić? przez zakorkowane miasto – tłumaczy Agacki.

Policjanci na skuterach będą mieli normalne wyposażenie służbowe. “Motorki”, dla wygody użytkowników, mają zamontowane specjalne uchwyty na pałki. Łączność zapewni zmodyfikowane radio policyjne, które jest zainstalowane w… kasku.

- Patrole będą miały łączność zarówno między sobą, jak i z komendami miejską i wojewódzką. Dodatkowo będą się mogły łączyć z Oddziałem Prewencji w Katowicach – zdradza Agacki.

Komenda Miejska Policji otrzymała dziesięć jednośladów.
Skutery trafiły do katowickich policjantów jako nagroda za wygrany turniej Policjantów Ruchu Drogowego. Zakupiła je Główna Komenda Policji w Warszawie. Nowe pojazdy kosztują “jedyne” 5,8 tys. zł. Silnik o pojemności 49,13 cm3 pozwoli na rozwinięcie prędkości do pięćdziesięciu kilometrów na godzinę.

- Skutery będą oznakowane, mianowicie będą miały napis “POLICJA” na owiewce – mówi Agacki. – Ale, jako że nie są to pojazdy uprzywilejowane, nie będą miały ani “syreny”, ani światła błyskowego – dodaje.

Autor artykułu: (koma)

Już wkrótce budowa autostrady ponad kopalniami.

July 24th, 2002

Budową zajmie się Przedsiębiorstwo Robót Inżynieryjnych Prinż SA z Katowic. Jego kooperantami zostały przedsiębiorstwa drogowe z Warszawy i Gdańska. Kontrakt wart jest 53,8 mln euro, część pieniędzy pochodzi z kredytów Unii Europejskiej. Prinż był już wykonawcą fragmentu autostrady biegnącego od ronda mikołowskiego do Chorzowa.

Nowy odcinek jest najtrudniejszy do zbudowania na całej trasie pomiędzy Katowicami a Gliwicami. Wybudowane zostaną m.in. 4 wiadukty drogowe, jeden kolejowy, dwie kładki dla pieszych, mury oporowe, ekrany dźwiękochłonne, zbiorniki retencyjne oraz separatory.

- To teren dotknięty w większym stopniu niż inne szkodami górniczymi – wyjaśnia Krzysztof Raj, dyrektor południowego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad w Katowicach.

Pod ziemią wokół autostrady nie ma filarów ochronnych. Eksploatację prowadzą w tym rejonie trzy kopalnie: “Śląsk”, “Polska-Wirek” oraz “Halemba”. Wydobywają węgiel metodą na zawał, powodującą opadanie gruntu. Z tego powodu teren pod trasą ma być wzmacniany specjalnymi betonowymi “zastrzykami”.

Jednak kopalnie wcześniej zobowiązały się, że nie będą prowadzić pod autostradą eksploatacji, która spowodowałaby odkształcenia większe niż kwalifikujące się do II kategorii szkód górniczych. To pierwszy przypadek, kiedy doszło do takich uzgodnień. Nie udało się ich zawrzeć przed rozpoczęciem budowy odcinka pomiędzy węzłem Mikołowskiej w Katowicach a Chorzowem Batorym, gdzie odpowiednie umowy podpisywano dopiero w trakcie prac. Efektem była konieczność kilkakrotnego korygowania poziomu przebiegu budowanej autostrady.

Na odcinku od Chorzowa Batorego do Wirka przewidziano także dwa Miejsca Obsługi Podróżnych – MOP-y. Pierwszy, o nazwie “Wirek” (III kategorii), będzie składał się ze stacji benzynowej, baru szybkiej obsługi oraz hotelu. MOP “Halemba” (II kategorii, po przeciwnej stronie autostrady) będzie miał tylko stację benzynową i bar.

Trwa także budowa autostrady w kierunku Wirka od strony Gliwic Sośnicy. Wykonawcą robót jest konsorcjum firm Strabag i Kirchner. Prace mają się zakończyć w tym samym czasie co na odcinku od Batorego. Jeśli tak się stanie, od stycznia 2005 roku będzie można przejeżdżać autostradą przez całą aglomerację.

Odcinek od Sośnicy jest łatwiejszy do prowadzenia robót, choć dłuższy od fragmentu między Chorzowem Batorym a Wirkiem. Budowa będzie miała miejsce w terenie mniej zaludnionym, mniejsze jest także oddziaływanie tu szkód górniczych. Pomiędzy Sośnicą a Wirkiem znajdzie się jeden węzeł drogowy – “Wspólna”. Zlokalizowany zostanie na przecięciu autostrady z ulicą Paderewskiego w Rudzie Śląskiej. Rozprowadzi ruch z autostrady w kierunku Rudy Śląskiej, Zabrza i Rybnika. Na tym odcinku znajdą się także 2 mosty nad rzeką Kłodnicą oraz most nad Potokiem Bielszowickim. Zostanie ponadto zbudowanych 9 wiaduktów i tuneli w ciągu trasy oraz nad nią, w tym 2 przejścia dla zwierząt pod jezdniami.

Prawdziwym problemem będzie budowa węzła komunikacyjnego w rejonie Sośnicy. Nie będzie to węzeł drogowy, lecz autostradowy (na razie jedyny w Polsce). Połączy dwie autostrady – A-4 oraz A-1, biegnącą z Wybrzeża do granicy z Czechami. Z autostradami łączyć się będzie jeszcze droga krajowa nr 44, czyli ulica Pszczyńska (o bardzo dużym natężeniu ruchu).

Autor artykułu: ADAM WOŹNIAK

Na piłkarskich boiskach

July 24th, 2002

Karuzela piłkarskich spotkań kontrolnych rozkręciła się w naszym regionie na dobre. Niemal wszystkie nasze zespoły już sprawdzały stan przygotowań na tle innych ekip. Nieco inaczej sprawa wygląda z zespołami klasy B. One jednak rozpoczną zmagania ligowe kilka tygodni później niż pozostałe ekipy.

W najciekawszych meczach rozegranych ostatnio futboliści GTS Bojszowy pokonali 2:0 MKS Lędziny. Nie próżnują piłkarze AKS Mikołów, którzy pokonali 1:0 Siemianowiczankę Siemianowice Śląskie oraz 4:0 ornontowickiego Gwarka. Dużo goli zobaczyli sympatycy futbolu w Studzionce, gdzie tamtejszy LKS podejmował Ogrodnika Tychy. Goście wygrali aż 7:3.

Przy okazji Marian Wieczorek, kierownik LKS Studzionka, poinformował nas o drobnych zmianach w zaplanowanych na najbliższą niedzielę zmaganiach o puchar prezesa tego klubu. Pierwotnie obok gospodarzy miały wystąpić zespoły Ogrodnika, beniaminka klasy A, Josieńca Radostowice i drużyna z Kaczyc. Jednak zamiast tej ostatniej ekipy na stadionie w Studzionce zobaczymy przedstawicieli ligi okręgowej z powiatu pszczyńskiego, Pniówka Pawłowice. Początek zmagań wyznaczono na godzinę 14.30.

Wygląda na to, że termin piłkarska środa stracił nieco na znaczeniu. Wiekszość spotkań kontrolnych odbywa się we wtorki. Przykładem był wczorajszy dzień. Piłkarze MKS Lędziny spotkali się z AKS Mikołów, Stal Chełm Śląski z GKS Tychy, rezerwy GTS Bojszowy z rezerwami MKS Ledziny natomiast futboliści LKS Woszczyce podejmowali Piasta Pawłowice. Mecze te skończyły się jednak już po zamknięciu tego numeru gazety.

Autor artykułu: (Gśc)

Czy sensory powstrzymają złodziei metali?

July 23rd, 2002

Jak to możliwe, że prawie każdego dnia w Bytomiu, Piekarach Śląskich i powiecie tarnogórskim złodzieje kradną linie energetyczne będące pod napięciem? Gdzie trafia skradziona w ten sposób linia? Dlaczego złodzieje, mimo zaostrzeń związanych z handlem metalami kolorowymi ciągle są bezkarni?

Na te i wiele podobnych pytań nie od dziś odpowiedzi szukają przede wszystkim właściciele okradanych firm. Firmy ponoszą z tego tytułu duże straty i są bezradne wobec samowoli złodziei.

- Kradzieże są nagminne. Niedawno wymienialiśmy na przykład przewody na ulicy Gliwickiej w Tarnowskich Górach. Skradziono tam w sumie ponad 1500 metrów napowietrznej linii. To są straty, które sięgają kilku tysięcy złotych. W sumie płacą za to także odbiorcy, pozbawieni na jakiś czas prądu – mówi Józef Skubacz, specjalista ds. eksploatacji sieci w tarnogórskim oddziale Górnośląskiego Zakładu Energetycznego.
GZE zainstalował na swoich liniach specjalne czujniki zaniku napięcia. Dzięki nim szybko można zlokalizować, gdzie linia została uszkodzona.

- Jesteśmy nawet w stanie zaskoczyć złodziei na gorącym uczynku. Poza tym zastosowaliśmy także inne pod względem technologicznym przewody. Są one specjalnie skręcane. Właściwie nie sposób ich przeciąć – mówi Skubacz.

Podobne kradzieże zdarzają się również w Piekarach Śląskich i Bytomiu. Policja odnotowuje także ostatnio coraz więcej kradzieży skrzynek telewizji kablowych oraz tzw. skrzynek internetowych. Dla złodziei cenne są nie tylko aluminiowe obudowy skrzynek, ale także ich zawartość. Wszystko potem sprzedają w punktach skupu złomu. Dlaczego właściciele skupów przyjmują taki “trefny” towar?

- Od jakiegoś czasu obowiązuje w Tarnowskich Górach uchwała Rady Miejskiej, nakazująca ewidencję osób sprzedających złom metali kolorowych. Spisuję dane każdego, od kogo przyjmuję złom. Jeśli podejrzewam, że towar nie pochodzi z legalnego źródła, po prostu nie kupuję go. I tak kiedyś założono mi sprawę o paserstwo, mimo, że powiadomiłem policję o tym, kto oferował mi pochodzące z kradzieży metale – mówi właściciel jednego z tarnogórskich skupów złomu.
Niektórzy w ogóle zaprzestali detalicznego skupu.

- Nie chcemy się angażować w taki handel. Nie kupujemy po prostu złomu od osób, tylko od firm i zakładów, mających udokumentowane posiadanie metalu – mówi Ryszard Kicka, prezes piekarskiej firmy skupującej m.in. metale kolorowe. Jak kradzieżom może przeciwdziałać policja?

- Możemy zatrzymywać tych, którzy trudnią się tym procederem. W tym tygodniu postawiliśmy zarzuty czterem osobom związanym z kradzieżą linii energetycznych. Często udaje nam się zatrzymać złodzieja dzięki ludziom, którzy widzą, jak inni niszczą linię. Mamy nadzieję, że teraz, gdy GZE zainstalował czujniki zaniku napięcia, także będziemy mieli ułatwione zadanie – mówi kom. Krzysztof Majchrzak, rzecznik tarnogórskiej policji.

Złodzieje i współpracujący z nimi właściciele skupów złomu są bardzo przebiegli. Doskonale wiedzą, że przyłapanie ich na gorącym uczynku byłoby równoznaczne z końcem całego interesu, dlatego na przykład przyjmują złom w nocy. Od razu go też przetapiają, by nie można było ustalić, skąd pochodzą metale. Taką szajkę niedawno zatrzymano w Siemianowicach Śląskich.

Uchwała nakazująca, by właściciele musieli prowadzić ewidencję osób przynoszących im złom, utrudnia złodziejom życie, ale nie eliminuje procederu. Podobny przepis chce wprowadzić Rada Miejska w Bytomiu. Składnice złomu mogłaby wówczas kontrolować Straż Miejska.

Według stróżów prawa i właścicieli okradanych notorycznie firm, np. Telekomunikacji Polskiej czy GZE, najprostszym sposobem wyeliminowania procederu jest regulacja odpowiednią ustawą. Chodzi o to, by metale kolorowe mogły sprzedawać tylko firmy i zakłady, które zajmują się modernizacją bądź budową linii energetycznych czy telekomunikacyjnych.
Kiedy i czy w ogóle takie rozwiązanie wejdzie w życie? Nie wiadomo.

Autor artykułu: ANNA DZIEDZIC

Ireneusz Jeleń odejdzie z Beskidu

July 23rd, 2002

Najlepszy napastnik Beskidu Skoczów nie wejdzie w nowym sezonie do składu czwartoligowego Beskidu Skoczów. Będzie grał w MC Podbeskidzie. W starym klubie zastąpi go być może brat Łukasz, który ostatnio występował w barwach Beskidu Brenna.

- Na miejsce Irka mamy jeszcze dwóch innych kandydatów, juniorów Pawła Suskiego i Mariusza Bogacza. Prowadzimy w tej sprawie rozmowy z MC Podbeskidzie – tłumaczy Tadeusz Malerz, nowy trener skoczowskiej drużyny.

Do Beskidu wrócili natomiast bramkarz Dariusz Glet i Przemysław Tomica, którzy razem z Ireneuszem Jeleniem byli na obozie przygotowawczym MC Podbeskidzie, jednak bielscy działacze nie zdecydowali się na ich transfer. Czy znajdzie się dla nich miejsce w nowym składzie Beskidu, tego jeszcze nie wiadomo.

- Mamy 12 nowych zawodników. Wybierzemy pewnie trzech z nich – mówi prezes Beskidu Marek Bylica.

- Ze względu na zmianę przepisów i brak funduszy nastawiamy się na młodych wychowanków. Jednym z nowych zawodników, który trenuje z nami jest Zdzisław Marszalik. Grał w Rymerze Nidobczyce i w Niemczech, a teraz wrócił już na stałe do Polski – tłumaczy trener Malerz. – Młodych zawodników nam nie brakuje. Wyselekcjonować trzeba będzie natomiast starszą kadrę – dodaje prezes Bylica.

Beskid Skoczów przygotowuje się do nowej rundy od dwóch tygodni. Czwartoligowcy pod wodzą Malerza rozegrali już dwa sparingi. Oba przegrali. Mecz z trzecioligowcem Rozwojem Katowice zakończył się wynikiem 4-2, a spotanie z Walcownią Czechowice 3-1. – Nowy skład drużyny wyklaruje się w przyszłym tygodniu – przekonuje Bylica. W tę środę Skoczów gra z Fablokiem Krzanów.

Autor artykułu: (two)

Pieniądze na “trzynastki” pracowników “Urazówki” już są

July 23rd, 2002

Okręgowy Inspektorat Pracy w Katowicach zarzucił Wojewódzkiemu Szpitalowi Chirurgii Urazowej w Piekarach Śląskich popełnienie wykroczeń przeciwko prawom pracownika.

- Chodzi o to, że od 1999 roku szpital nie wypłacał pracownikom trzynastych pensji. Zastosowano nieprawidłowy przelicznik, jeśli chodzi o dodatki do pensji. Naliczano je więc niżej – twierdzi Alicja Chmiel, rzeczniczka Okręgowego Inspektoratu Pracy w Katowicach.

Co o zarzutach inspekcji sądzi dyrekcja szpitala?

- Wiemy o wynikach kontroli i już zastosowaliśmy się do wytycznych inspekcji. Jeśli chodzi o “trzynastki” to nie wypłacaliśmy ich z braku pieniędzy. Mieliśmy dylemat, czy kupić drogą aparaturę i utrzymać szpital na odpowiednim poziomie medycznym, czy wypłacić trzynastki.

Jednak już od maja tego roku te pieniądze są w ratach wypłacane naszym pracownikom. Podobnie staramy się zrefundować im koszty niekorzystego dla nich przelicznika – wyjaśnia Waldemar Kobylczak, zastępca dyrektora szpitala.

Powodem przyjęcia takiego kursu była, według dyrekcji wymiana komputerów i przyjęcie błędnego, starego programu do naliczania wypłat. Teraz sprawa jest już wyjaśniona. 450 pracowników “Urazówki” otrzyma najpóźniej do września należne im pieniądze.

Autor artykułu: (ad)

Efektowne triumfy I Chorągwi Czarnego RycerzaWrócili z… mieczemByli pod Grunwaldem, wygrali w Barcianach

July 22nd, 2002

Istniejące zaledwie kilkanaście miesięcy rycerskie bractwo I Chorągiew Czarnego Rycerza Kasztelanii Będzińskiej ma już pierwsze bojowe sukcesy. Podczas turnieju rycerskiego w Toszku najlepszym łucznikiem okazał się Jarosław Jagodziński, zwany Gęsikiem, a w Barcianach koło Kętrzyna na ubitej ziemi nie miał sobie równych Krzysztof Stępniak, wśród braci rycerskiej znany jako “Kean”. W tym roku będzińscy zbrojni po raz pierwszy pojawili się też na polach Grunwaldu.

- Będąc młodym bractwem, trochę obawialiśmy się konfrontacji z zaprawionym w bojach rycerstwem. Na miejscu okazało się, że nie ustępujemy im strojami i wyposażeniem – mówi kapitan Tomko Konpoczyc, czyli Tomasz Konopka, dowódca drużyny rycerskiej I Chorągwi Czarnego Rycerza.

W bitwie grunwaldzkiej pieszy rycerz kasztelanii będzińskiej, Aleksander Jurkowski, ruszył do boju w szeregach Chorągwi Mazowieckiej. Wyposażony w miecz i tarczę ofiarnie szarżował na wojska krzyżackie.
- O zaciętości walk świadczą liczne ślady na jego hełmie – podkreśla kapitan Tomko Konpoczyc, używający w bractwie najstarszej pisowni swojego nazwiska.

Znacznie liczniej wojowie będzińskiego “Czarnego Rycerza” reprezentowani byli w szeregach wojsk Wielkiego Mistrza. Sześciu z nich wcieliło się w rolę puszkarzy obsługujących armaty, a Jarosław “Gęsik” Jagodziński znalazł się w grupie łuczników.

- Nie mieli żadnego wyboru. Pod Grunwaldem artyleria i łucznicy znajdowali się tylko w armii krzyżackiej – dodaje Tomko Konopczyc. – Staramy się nasze bractwo wyposażać w średniowieczne “nowinki” techniczne. Mamy już własną hakownicę, a pracujemy nad skonstruowaniem bombardy.

Hakownica to poprzedniczka muszkietu o sporym kalibrze, służąca do obrony zamków. Dla zamortyzowania odrzutu, przy wystrzale specjalnym hakiem (stąd nazwa) opierano ją o mur. Znacznie większa bombarda była armatą, służącą do ostrzeliwania twierdz.

Będzińscy rycerze broni prochowej używać będą do obrony swojego zamku. Siedzibą bractwa jest karczma “Czarny Rycerz” na dziedzińcu średniowiecznej warowni w Będzinie.

- Prowadząc karczmę organizowałem biesiady rycerskie, na które zapraszałem bractwo z Krakowa. Podczas jednego ze spotkań okazało się, że w jego skład wchodzą też będzinianie. 2 lutego ubiegłego roku powołaliśmy własne bractwo – opowiada Krzysztof Uglorz, zwany “Czarnym Rycerzem”, kasztelan będziński i naczelnik chorągwi. – Obecnie liczy ono prawie pół setki osób. Tworzą je zbrojni, białogłowy i giermkowie.

- Bractwo dzieli się na drużyny – dodaje kapitan Tomko Konopczyc. – Ich liczba na razie jest zmienna. Obecnie jest drużyna rycerska, łucznicza, dwie najemne oraz zaczątki drużyny dworskiej. Jesienią najprawdopodobniej powołamy także drużynę polskiej jazdy XVII-wiecznej.
Na razie będzinianie walczą tylko pieszo, ale nie rezygnują z treningów jeździeckich.

- W całej Polsce jest zaledwie kilka osób potrafiących toczyć konno rycerskie pojedynki. Mistrzami są zawiercianie z “Signum Polonicum”, z których rad my obficie korzystamy. Aby baron Zbigniew Sawicki, jako Zawisza Czarny, sam nie wygrywał bitwy pod Grunwaldem, od trzech lat drugi z zawiercian, Maciej Straszak, wciela się w rolę Arnolda von Bodena – mówi Tomasz Konopka. – Nasi konni na razie mogą tylko inscenizować walki. Przed sześcioma wiekami każdy rycerz był jeźdźcem.
W będzińskim bractwie umiejętność utrzymania się na końskim grzbiecie opanowała na razie dziesiątka wojów. Znacznie lepiej członkowie I Chorągwi Czarnego Rycerza radzą sobie z walką pieszą, choć jako bractwo “na dorobku” cały czas kompletują wyposażenie. Krzysztof Stępniak, przystępując do turnieju w Barcianach, kolczugę pożyczył od swojego dowódcy, a blachy chroniące nogi od rycerzy z Olsztyna. Mimo tej improwizacji, walcząc mieczem okazał się najlepszy w stawce kilkunastu zbrojnych.

- Najtrudniejszy jest początek starcia, kiedy nie wiadomo jak przeciwnik walczy – opowiada Krzysztof Stępniak. – Najbardziej obawiałem się toporów, a już w pierwszej walce trafiłem na dwumetrowego drągala z taką bronią.

Podczas turnieju w Barcianach nie było unifikacji uzbrojenia, każdy walczył tym, co miał. Zwycięzca wrócił do Będzina z nowym mieczem.

- Ładny, ale nadaje się tylko na ścianę – ocenił krytycznie broń kapitan Tomko Konopczyc. – Bardzo ważna jest jakość stali. Zdarzyło się już nam podczas jednego pokazu złamać trzy miecze i topór.

Sporo broni i wyposażenia członkowie bractwa wykonują sami. Resztę kupują. Poszukiwanymi dostawcami są rycerze zza wschodniej granicy, u których np. kolczuga kosztuje 400 zł, a miecz 200 zł, czyli o połowę mniej niż w Polsce. Dobrą opinią cieszą się także czeskie miecze.

Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK

Podczas Zgromadzenia Świadkowie Jehowy nie przestają być kaznodziejami

July 22nd, 2002

Inscenizacja kostiumowa oparta na proroctwach Jeremiasza zakończyła wczoraj trzydniowe Zgromadzenie Okręgowe Świadków Jehowy w sosnowieckim Centrum Kongresowym. 35-osobowy zespół z Warszawy, kierowany przez Sylwestra Witkowskiego, zaprezentował dzieje Jeremiasza w ostatnich latach VII wieku przed narodzeniem Chrystusa.

- Podczas inscenizacji oraz późniejszego wykładu wskazano na nauki płynące dla nas z działalności Jeremiasza – podkreśla Piotr Niciak, rzecznik prasowy Zgromadzenia.

W Zgromadzeniu, odbywającym się pod hasłem “Gorliwi głosiciele Królestwa”, uczestniczyło kilka tysięcy wiernych i gości. Ich liczba rosła każdego dnia. W piątek centrum przy ul. Mikołajczyka odwiedziło 5.693 gości, a wczoraj już 7.559.

- Wszystkich zawsze gorąco zapraszamy do udziału w Zgromadzeniach – podkreśla Wojciech Kwoka, nadzorujący stronę administracyjną całego przedsięwzięcia. – Obecni mają okazję skorzystać z biblijnych tematów i rad, a jednocześnie dowiedzą się dlaczego pukamy do ich drzwi.

- Zgromadzenie rozpali gorliwość Świadków Jehowy w służbie kaznodziejskiej – dodaje Władysław Bartkowski, nadzorujący działalność 19 zagłębiowskich zborów.

Podczas Zgromadzenia Świadkowie Jehowy pukali do drzwi sosnowiczan. Wśród kaznodziei był i 9-letni Filip Gwiazda i starsza o 70 lat Domicela Szopińska.

Główną częścią sosnowieckiego spotkania był chrzest 102 nowych wyznawców.

- Chrzest Świadka Jehowy jest czymś więcej niż jednodniowym wydarzeniem. Oznacza wejście na nową drogę życia – mówi Edward Łubkowski.

- Niektórzy mogą być zaskoczeni widząc, jak bardzo przykład Jezusa wpływa na życie i działalność Świadków Jehowy – dodaje Wiesław Chołuj, pomagający przy zakwaterowaniu delegatów. – On też żył w stresujących czasach, ale zawsze wskazywał na Królestwo, jako jedyny sposób rozwiązania bolączek ludzkości.

Zakończone wczoraj Zgromadzenie Okręgowe było czwartym z pięciu takich spotkań zaplanowanych na ten rok w Sosnowcu.

Autor artykułu: (wow)

Kowboje na Zielonej

July 22nd, 2002

Wczoraj w dąbrowskim Parku Zielona skończył się dwudniowy Piknik Country, który przyciąga nie tylko fanów tej muzyki. – Country i motory są ze sobą związane. Kowbojki, tatuaże i dźwięk silnika to coś, przy czym można naprawdę odpocząć – mówił Wojciech Szylkiewicz, miłośnik motocykli.

Zapach smażonych kiełbasek, lejące się strumieniem piwo (niestety), konie, motocykle, kowbojki i kapelusze. Tak pokrótce można scharakteryzować to, co działo się w Parku Zielona w czasie weekendu. Najważniejsza była oczywiście muzyka country.

Młode kobiety w gorsetach jak z saloonu, mężczyźni w butach z ostrogami, koszulach z frędzlami i kapeluszach przechadzali się alejkami parku. Konie spokojnym truchtem przemierzały odległości. Nieopodal zaparkowano harleya davidsona, suzuki intrudery, trike na bazie volkswagena, czyli prawdziwe krążowniki w świecie motocykli.
Już od godz. 16 w sobotę słychać było rytmiczny dźwięk countrowych gitar. Pierwszy wystąpił zespół “Vermond City” z Gliwic, który występował na festiwalu “Przepustka do Mrągowa” w Polanicy i wystąpi podczas pikniku w Mrągowie.

- Po 17 latach nieobecności, dzięki internetowemu zaproszeniu, przybył także Zigi Szymański – Elvis z Australii. W niedzielę wystąpił chyba najbardziej znany w Polsce prekursor country w naszym kraju – Tomasz Szwed. Będzie już po raz trzeci w Dąbrowie i gdy tylko go poproszę, od razu chętnie tu przyjeżdża – wyjaśnia Mariusz Kalaga, pomysłodawca i inicjator dąbrowskich pikników.

Atrakcją sobotniego wieczoru był występ wokalisty i wokalistki roku 2001 Country Po polsku. Tymi tytułami zostali nagrodzeni przez Stowarzyszenie Muzyki Country i tygodnik “Dyliżans” nasi krajanie – Mariusz Kalaga z Dąbrowy Górniczej i Kasia Bochenek, która co prawda mieszka w Będzinie, ale urodziła się w Dąbrowie.

- Można rzec, że Zagłębie i Śląsk to kopalnia talentów muzyki country. Chyba właśnie dzięki temu, że jest to muzyka zwykłego człowieka, towarzysząca mu podczas pracy i wypoczynku. To nie Indianie stworzyli country, ale biali emigranci, którzy przybyli do Ameryki. W tej muzyce słyszy się nutę polskiego, czeskiego i niemieckiego folku. To muzyka białych Indian, wśród, których np. popularna jest nasza Polka – wyjaśniał Korneliusz Pacuda, znawca country.

W niedzielę można było usłyszeć m.in. “Garden party”, Jana Mansona “Country band”, “Hatchback” , Tomasza Szweda & “Zespół Opieki Zdrowotnej” i na koniec “Johnny Walker”.

Były tańce, hulanki i pisk opon motocykli.

Autor artykułu: PATRYCJA STRĄK

Koszmar o poranku

July 19th, 2002

Tragedia rozegrała się wczesnym rankiem w minioną sobotę, w mieszkaniu przy ulicy Chełmońskiego. Wewnątrz spała nic nie podejrzewająca trzyosobowa rodzina – małżeństwo w wieku po 26 lat i ich trzyletnie dziecko. Około godz. 4.30 po wyważeniu okienka w łazience do wnętrza mieszkania dostał się złoczyńca. Potem wyważył jeszcze drzwi do pokoju i obudził śpiących domowników. Zażądał pieniędzy.

- Pieniędzy nie było w mieszkaniu, gdyż napadnięta rodzina nie jest zamożna – relacjonuje wypadki młodszy inspektor Ryszard Wloka, zastępca komendanta miejskiego policji. – Widać rozsierdziło to bandytę do tego stopnia, że postanowił działać dalej. Niewiele się namyślając zastraszonego pana domu wepchnął do szafy i zalepił drzwi taśmą samoprzylepną. Potem zgwałcił jego żonę grożąc, że jeżeli mu nie ulegnie zrobi krzywdę dziecku. Na potwierdzenie słów wyciągnął nóż i przystawił do boku niemowlaka. Z zeznań osób napadniętych wynika, że po pierwszym wymuszonym akcie miłosnym zapalił papierosa, po czym jeszcze raz zgwałcił przestraszoną kobietę.

Na koniec zabrał poszkodowanej bluzę i uciekł. W swojej pracy nie pamiętam podobnego przypadku, chociaż wiele lat temu na Śląsku grasował seryjny gwałciciel zakradający się do mieszkań m.in. samotnych lub pań. Tamten bandyta został jednak w końcu złapany i osądzony.

Dzięki szybkiej interwencji zabrzańskich stróżów prawa za kratki trafił również złoczyńca z ulicy Chełmońskiego. Użyty do poszukiwań pies tropiący zgubił ślad, ale policja współpracująca cały czas z napadniętym małżeństwem już około godz. 14. miała w radiowozie domniemanego sprawcę napadu i gwałtu.

- Bardzo pomogła nam poszkodowana pani, która zapamiętała między innymi, że bandyta miał na rękach liczne tatuaże. Ze względu na charakter sprawy specjalnie ściągnęliśmy do komendy funkcjonariuszkę, która spokojnie mogła porozmawiać z ofiarą gwałtu i ustalić niezbędne do podjęcia akcji szczegóły. Penetracja zabrzańskich ulic dała pozytywne wyniki już po kilku godzinach. Mężczyzna został rozpoznany i chociaż nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów, specjalistyczne badania wykażą, czy jest sprawcą tej tragedii. Do badania pójdzie też przedmiot, który udawał pistolet. Sprawdzimy, czy przypadkiem nie był używany w innych napadach na kobiety na terenie miasta – dodaje R. Wloka.

Zatrzymanym jest 18-letni Władysław W. , który zapisał się już w policyjnych kartotekach. Na swoim koncie ma kradzież samochodu i sądzony był wtedy jeszcze, jako nieletni. Zwyrodnialec mieszka w pobliżu ulicy Chełmońskiego i nie wykluczone, że wcześniej znał napadnięte małżeństwo, chociaż nie przyznaje się do tego. O braku jakichkolwiek wcześniejszych wzajemnych kontaktów zapewniają też napadnięte osoby. Bandycie przedstawione będą cztery zarzuty: usiłowanie rozboju, dopuszczenie się czynów lubieżnych, pozbawienie wolności innej osoby i kradzież. Władysław W. został aresztowany na trzy miesiące.

Autor artykułu: (wag)